O klubie Sezon 05/06 Kontakt Księga gości O nas Strona główna Ustaw jako startowa













 

 


:: Przed sezonem 2004/2005* ::

   Awans do ekstraklasy postawił nowe wezwania przed Zarządem, trenerami i zawodniczkami. Było sprawą oczywistą, że zespół należy wzmocnić kilkoma zawodniczkami tzw. czołówki krajowej i to przy założeniu, że nie będzie ubytków w grupie najlepszych podstawowych zawodniczek naszej kadry, które wywalczyły awans
   Tym czasem jak wiadomo naszym sympatykom w drugiej rundzie bardzo poważnej kontuzji w meczu z Łysogórami w Kielcach uległa kluczowa zawodniczka zespołu Małgorzata P. – która zerwała w lewym kolanie zarówno przednie jak i tylne wiązania lewej nogi.
   Prosto z Kielc Małgorzata została zawieziona na Odział Ortopedii Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie, gdzie w nocy czekał już na nią nasz lekarza Wiceordynator Andrzej Loranc. Pan dr Loranc natychmiast niezwykle ofiarnie zajął się kontuzjowaną zawodniczką, wykonał zabieg artroskopi i zaczął ją przygotowywać do operacji. Ponieważ Małgosia była i jest zawodniczką bardzo znaną a także lubianą, gdzieś poza mną i Zarządem sprawa Jej kontuzji doszła do Jej wychowawcy trenera Adama Fedorowicza, który wykonał telefon do zaprzyjaźnionego nim dr ortopedii Pawła Cieśli i przy wskazaniu na dr Cieśle przez naszą Centrale Związku Piłki Ręcznej w Polsce Małgorzata została skierowana na zabieg do prywatnej kliniki dr Cieśli w Gdańsku. Oczywiście, że wszystkie te działania były wynikiem ogromnej troski o tę powszechnie lubianą zawodniczkę – po to aby zapewnić Jej nie tylko najwyższej klasy fachową operację ale także dostęp do najnowocześniejszej aparatury wykorzystywanej w takiej operacji. Nie musze ukrywać, że przy tym splocie okoliczności nasz lekarz Klubowy Wiceordynator Oddziału Ortopedii naszego Szpitala Wojewódzkiego miał do mnie ogromny żal o to, że poczynił określone już starania (zamówił implanty, określił termin operacji itd.) Fedorowicz potem tę operacje wykonano w Gdańsku. Odbyłem z dr Lorancem długą rozmowę – i jego wielki żal na pewno w dużym stopniu uzasadniony wziąłem na siebie – chociaż przecież nie ja prowadziłem wszelkie rozmowy i uzgodnienia z dr Pawłem Cieślą (Gosia P. jest wychowanką Słupi Słupsk a dr Cieśla operował już kilka słupszczanek, które grają w innych zespołach ekstraklasy – i stąd poszła dość zasadnicza rekomendacja itd. itd.)
   Małgosia przeszła zatem dwie bardzo poważne operacje wykonane przez dr Pawła Cieśle wszczepienia implantów najpierw do przednich zerwanych a dwa miesiące później do tylnych wiązań krzyżowych. Zatem w sezonie 2004/2005 nie zobaczymy Jej w meczach naszej drużyny na parkiecie – oczywiście teoretycznie jest pewna szansa że mogła by wejść do gry pod sam koniec rozgrywek sezonu 2004/5; jest Ona dla nas zawodniczką bezcenną i nasz Trener mgr Szafulski stoi słusznie na stanowisku, że nie będzie w żadnym stopniu ryzykował, nie daj Boże, ponownej kontuzji tego kolana na skutek zbyt szybkiego powrotu do gry.
   Równocześnie – jak naszym sympatykom wiadomo nasza wychowanka bramkarka Adrianna O. powróciła do Koszalin przed dwoma laty ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego (podobnie jak Katarzyna M.) z kompletnie zrujnowanymi kolanami. Nasi lekarze Klubowi tj. Wiceordynator Oddziału Ortopedii Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie lek. Med. Andrzej Loranc oraz Ordynator Oddziału Chirurgii Urazowej Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie lek. med. a równocześnie specjalista medycyny sportowej Grzegorz Kozłowicz stali na stanowisku, że Ada powinna zrezygnować z uprawiania sportu. Zawodniczka wręcz ”paliła się” do gry i powrotu na parkiet. W tej sytuacji zwróciliśmy się do lekarza ortopedy znanego specjalisty ze Słupska Andrzeja Parchela z prośbą o rozważenie dopuszczenia zawodniczki warunkowego do gry w pierwszej rundzie sezonu 2003/2003. Dr Andrzej Perchel podreperował nieco jedno z kolan i dał zgodę na warunkowe dopuszczenie do gry zawodniczki w okresie od września do listopada 2003 określając równocześnie trenerowi jakich ćwiczeń i jakich ruchów zawodniczka po prostu nie może wykonywać.
   Oczywiście wytworzyła się zatem dla mnie osobiści nieprzyjemna sytuacja, w której to obydwaj nasi lekarze kol. Kozłowicz i kol. Loranc mieli do mnie pretensje, że jak gdyby kwestionowaliśmy ich diagnozę – co oczywiście nie miało miejsca i było jedynie próbą rozpaczliwą stworzenia chodzenia i grania na wysoce utalentowanej zawodniczce.
   Ponieważ lekarz ortopeda Andrzej Perchel podjął się jedna operacji kolan Adrianny O. dając powiedzmy kilkadziesiąt procent szans na Jej powrót do sportu wystąpiliśmy oficjalnie do Ministra Sportu z prośbą o pomoc dla Ady O. wymieniając z nazwiska dr Perchela jako osobę mającej przeprowadzić zabieg. Więcej – z naszej inicjatywy został zaproszony do Koszalina przez JM Rektora Pan Minister Prezes Polskiej Konfederacji Sportu Andrzej Kraśniki. Spotkanie to zaowocowało nie tylko uzgodnieniami co do budowy hali sportowej z    prawdziwego zdarzenia w Koszalinie, ale wykonaniem operacji w prywatnej Klinice Karolina w Warszawie lewego kolana Adrianny O., na którą to Klinikę oraz lekarza ortopedę dr Grzegorza Adamczyka wskazał pan Minister. Oczywiście w tym momencie znowu niezależnie od naszej dobrej woli wytworzyła się przykra sytuacja, gdyż przecież Adę miał operować dr  Andrzej Perchel ze Słupska a tu Minister wskazał na dr Adamczyka. Znowu trzeba było odbyć określone rozmowy przepraszające aby dr Andrzej Perchel nie miał do nas żalu – bo przecież nie muszę ukrywać, że taki żal miał, gdyż On podjął się w beznadziejnej sytuacji leczenia zawodniczki.
   W tym miejscu pragnę dodać, że wg oceny samej zawodniczki Adrianny O. operacja Jej lewego kolana przez dr Adamczyka w specjalistycznej Klinice Karolina w Warszawie została wykonana fantastycznie. Noga jest w pełni sprawna tak jak przez ostatnich kilka lat nie miało to miejsca – fakt ten potwierdzili również rodzice zawodniczki. Koszt tej operacji to rząd 17.000 złotych. Niestety pozostaje do leczenia drugie prawe kolano wymagające dwóch operacji w odstępie kilku miesięcy – także bardzo kosztowna – na co nasz Klub Autonomiczna Sekcja po prostu nie ma środków. Sprawa pozostaje otwarta. Apeluję do Sponsorów – pomóżcie!
   Tym czasem, wracając do sprawy bezpośredniego przygotowania i skompletowania zespołu do nowych rozgrywek, jest sprawą dla każdego kibica sportowego znaną, że sprowadzenie nowych zawodniczek to ogromne koszty, które ponosi Klub a najprościej rzecz ujmując, jest to zapewnienie tzw. opieki socjalnie w tym także zakwaterowania na koszt Klubu – Autonomicznej Sekcji.
   To, że musimy się wzmocnić było dla nas – członków Zarządu sprawą nie tylko oczywistą i znaną ale konieczną – natomiast ogromny zaskoczeniem in minus był fakt, że niektóre z podstawowych zawodniczek zespołu, które wywalczyły awans zrezygnowały z gry w przyszłym sezonie 2004/2005 w ekstraklasie barwach KU AZS Politechnika Koszalińska.
   Przede wszystkim chodzi tu o dwie zawodniczki, wychowanki startu EB Elbląg Agatę C. oraz Annę A., które mają ważne kontrakty odpowiednio do 31 lipca 2008 oraz 30 czerwca  2006. W umowach kontraktowych obydwu zawodniczek została zawarta w § 1 pkt. 1.4 następująca klauzula cyt. ”umowa może być wypowiedziana z wyprzedzeniem 21 dni tylko w okresie pomiędzy 01 majem a 30 czerwca danego roku – przez każdą ze stron bez podania przyczyn i bez ponoszenia kosztów przez każdą ze stron”. koniec cytatu.
   Zatem biorąc pod uwagę powyższy zapis jest sprawą oczywistą dla naszego Zarządu, że wypowiedzenie z wyprzedzeniem 21 dni oznacza, że dzień 09 czerwca danego roku (tu w      tej sprawie roku 2004 był ostatnim dniem dla ww. zawodniczek możliwym formalnego wypowiedzenia umowy kontraktowej (30 – 21 = 9 czerwiec). tym czasem zawodniczki złożyły wypowiedzenie umowy odpowiednio 22 oraz 29 czerwca br. Powstał zatem spór prawny w tej sprawie, który o ile strony się nie dogadają może być rozstrzygnięty zgodnie z § 10 umów kontraktowych na drodze sądowej.
   Przyczyną wypowiedzenia umowy była oferta gry dla Agaty C. i Anny A. w drugiej lidze francuskiej a kontakt z klubem francuskim (beniaminkiem drugiej ligi) wg informacji bezpośrednich pochodzących od zawodniczek z tym klubem dał im szef Wyszkolenia Związku Piłki Ręcznej w Polsce Pan Jerzy Noszczak, bez jakiejkolwiek informacji i konsultacji z nami!!!
   Oto mamy więc sytuację w której w chwili ogromnego historycznego sukcesu naszej drużyny jakim był pierwszy awans w historii miasta i naszego regionu byłego województwa koszalińskiego do ekstraklasy piłki ręcznej kobiet – zawodniczki podstawowej siódemki    zespołu, który ten awans wywalczył od wielu tygodni pertraktują z klubem francuskim w tajemnicy przed naszym Zarządem, bez jakiegokolwiek zawirowania sprawy chęci odejścia i właściwie w okresie końca czerwca, kiedy trener zespołu miał już określoną wizję składu drużyny na sezon 2004/2005 – trener i Zarząd przez zaskoczenie i to po okresie w którym możliwe było wypowiedzenie transferu dowiadują się o definitywnym odejściu tych   zawodniczek z zespołu.
   W tej sytuacji Zarząd nie przyjął wypowiedzenia umowy i zwrócił uwagę zawodniczkom na odnośny ww. jej paragraf, który wskazuje, że są nadal zawodniczkami naszego Klubu a ich wypowiedzenie umowy jest bezpodstawne. Zarząd dalej wskazał pisemnie zawodniczkom, że jako zawodniczki kontraktowe naszego Klubu mogą odejść za określoną kwotę a jeżeli ta kwota jest nie do przyjęcia to dnia 12 lipca br. mają stawić się na pierwszym treningu i wycofać złożone wcześniej podania będące próbą zerwania kontraktu. Ponieważ ww. zawodniczki tego nie uczyniły zostały zdyskwalifikowane do 30 kwietnia 2005, przy czym Zarząd staje dalej na stanowisku, że nie czyni przeszkód odejścia zawodniczek z naszego Klubu za określoną kwotę adekwatną do ich poziomu sportowego na koniec rozgrywek sezonu 2003/2004, adekwatna do nakładów finansowych naszego Klub  u w rozwój sportowy ww. zawodniczek – bowiem poziom sportowy prezentowany przez te zawodniczki w maju 2004 roku jest kompletnie nieprzystawalny do ich poziomu sportowego kiedy przychodziły do Koszalina w połowie 2003 roku.
   Szczególnie przykra jest tutaj postawa zawodniczki Anny A., która zgodnie z ustaleniami kontraktowymi miała obronić najpóźniej w maju 2003 roku dyplom magisterski na Akademii Wychowania Fizycznego Warszawie – po to aby mogła zostać zatrudniona jako Pani magister w szeroko rozumianym szkolnictwie. Pomijając szczegóły tej sprawy można tylko w streszczeniu poinformować, że zawodniczka Anna A. nie tylko nie obroniła dyplomu 2003 roku, ani też w czerwcu 2003 a potem wrześniu 2003 aż wreszcie została relegowana ze studiów a więc skreślona z listy studentów, gdyż nawet nie złożyła podania do Dziekana o przedłużenie terminu realizacji pracy dyplomowej. Oczywiście ponowny jej wpis na listę studentów łączy się z zapłatą w kwocie 2.600 zł na rzecz AWF Warszawa na co zawodniczka oczywiście nie miała środków. Równocześnie Klub – Autonomiczna Sekcja (pomijając tu szczegóły umowy kontraktowej) utrzymywał zawodniczkę w Koszalinie, dając Jej środki nie tylko na opłatę mieszkania, obiady (najpierw dwa a potem trzy), stypendium sportowe lecz jeszcze dodatkowo środki na śniadania i kolacje (a tych środków na śniadanie i kolacje by nie było gdyby obroniła dyplom i podjęła pracę - bo taki zapis był w umowie kontraktowej). Wreszcie wykonano ”milion” telefonów do Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie (prof. Piecuch do Pana Dziekana, Pan Prodziekan ds. Studenckich i Pana Promotora a Prorektor ds. Studenckich naszej Uczelni prof. Michał Jasiulewiecz do swojego odpowiednika w Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie) – plus wiele pism – po to aby zawodniczkę Annę A. przyjąć ponownie na studia, aby nie musiała powtarzać ostatniego semestru i wreszcie aby nie musiała opłacić ponownego wpisowego w kwocie    2.600 złotych. W wyniku wielu próśb, telefonów i pism zawodniczka Anna A. została przyjęta na studia ponownie a wpisowe obniżono Jej o 50% a więc do 1.300 złotych. Oczywiście zawodniczka A. nie miała tych pieniędzy i pożyczyła je z kasy naszej  Autonomicznej Sekcji z czego do dzisiaj nie zwróciła prawie 1.000 złotych.
   Pomijając wiele istotnych szczegółów Klub wywiązał się ze wszystkich ustaleń kontraktowych wobec obydwu zawodniczek a w odniesieniu do Anny A. ze znaczną nadwyżką wobec ustaleń kontraktu. Zawodniczka Anna A. otrzymała w trakcie sezonu wiele różnych dodatkowych nagród a na koniec sezonu za awans do ekstraklasy w układzie tzw. wartości nagrody – uzyskała najwyższą nagrodę w stosunku do wszystkich innych zawodniczek, które wywalczyły awans.
   Wreszcie należy wspomnieć, że dzięki ogromnym staraniom Klubu, od 1 września 2003 mąż zawodniczki pan Krzysztof A. został zatrudniony w Dziale Administracji Domów Studenckich Politechniki Koszalińskiej w ramach 0,5 etatu z wszystkimi świadczeniami wynikającymi z tego typu zatrudnienia. Warto tu dodać, że mąż Anny A. był wcześniej bezrobotny, utracił pracę a ich sytuacja osobista w tym także rodzinna była dramatyczna. Wreszcie dopiero w maju 2004 roku zawodniczka Anna A. obroniła prace magisterską i znowu dzięki naszym ogromnym staraniom z dniem 01 września br. została przyjęta do      pracy w Gimnazjum Nr 9 w Koszalinie na tzw. staż nauczycielski. Oczywiście zawodniczka zrezygnowała z pracy w Gimnazjum a mąż zrezygnował z pracy na Politechnice Koszalińskiej w obliczu perspektywy wyjazdu do Francji – nie bacząc na to co Klub dla nich jako rodziny zrobił.
   Natomiast kolejnej kluczowej zawodniczce naszej drużyny, która wywalczyła awans – Agnieszce J. z dniem 30 czerwca kończył się uprzedni kilkuletni kontrakt. Pomijając znowu szczegóły umowy kontraktowej (która to z założenia jest umową tajną) zawodniczka nie wywiązała się wobec klubu – Autonomicznej Sekcji z tego kontraktu i naraziła Klub – Autonomiczną Sekcję na dodatkowe wydatki (ogólnie ujmując) – zrezygnowała ze studiów w Politechnice Koszalińskiej co uniemożliwiło Jej zakwaterowanie w Domu Studenta i zmusiło Klub do pokrywania kosztów stancji w Koszalinie. Rozmowy na temat przedłużenia kontraktu były przeprowadzone z zawodniczką Agnieszką J. w grudniu 2003, w styczniu 2004 i wreszcie w połowie lipca 2004 – niestety strony nie dogadały się co do warunków finansowych.
   Wreszcie zrezygnowała z dalszej gry i przygotowań do sezonu 2004/2005 zawodniczka Karolina K. która w sezonie 2003/2004 była tzw. zawodniczką wchodzącą do gry z ławki ale przykładowo w ostatnim meczu w Zgierzu wyszła do gry w pierwszej siódemce i  grała praktycznie w całym meczu zdobywając dwie bramki. Zawodniczka Karolina K. nabawiła się jeszcze jako uczennica szkoły średniej na lekcji wychowania fizycznego w szkolnych rozgrywkach bardzo poważnej kontuzji zerwania wiązań kolanowych będąc wówczas zawodniczką pierwszej siódemki naszego Klubu – to skutkowało potem półtoraroczną przerwą w grze i treningach oraz poważną operacją wszczepienia implantów wiążących zerwane ścięgna. Koszt zakupu implantów dotyczących tej operacji opłacił Klub mając   nadzieję, że ta niezwykle uzdolniona wysoka (177 cm) a w dodatku leworęczna zawodniczka będzie w przyszłości ponownie silnym punktem drużyny. Operację tą bardzo   udaną przeprowadził bezpłatnie nasz lekarz Klubowy lek. ortopeda Andrzej Loranc.
   Równocześnie brat Karoliny K. Pan Arkadiusz K. będąc studentem u prof. Tadeusza Piecucha na kierunku Inżynierii Środowiska na specjaliści Technologia Wody, Ścieków i Odpadów realizował pracę dyplomową magisterską u prof. Piecucha, prof. Piecuch wysłał   brata Karoliny na studia w ramach IX semestru do Austrii na Uniwersytet Techniczny w   Leoben a wreszcie po studiach przyjął brata Karoliny di pracy w Katedrze.
   Reasumując mamy kolejny przykład zarówno inwestycyjny jak i ogromnych wysiłków organizacyjnych, które w aspekcie korzyści Klubu – Autonomicznej Sekcji poszły na marne.
   Oto więc mamy kluczowe powtarzające się stale pytanie co daje społecznym członkom Zarządu Autonomicznej Sekcji, którzy są równocześnie znaczącymi sponsorami   praca w Klubie? Odpowiedź zdawało by się prosta – otóż daje odrobinę satysfakcji i uśmiech na twarzy zawodniczki a może i proste słowo dziękuję za to coście dla mnie Panowie zrobili!
   Jak wskazują powyższe przykłady nie zawsze to ma miejsce a często bywa wręcz odwrotnie! Dlatego prawda jest taka, iż często stawiamy sobie pytania nad sensem dalszej działalności i pytania po co nam to wszystko?
   Oczywiście tak poważne osłabienie zespołu spowodowało, że nie tylko należało myśleć o wzmocnieniach lecz w pierwszym rzędzie o uzupełnieniach drużyny, gdyż ubytek ww. czterech zawodniczek powodował, że w Autonomicznej Sekcji zostało ich tylko 11 – w  tym jedna bramkarka Ilona H. oraz w tym zawodniczka Katarzyna S., która przed kilku miesiącami urodziła bliźniaki i co do której nie było pewności, iż podejmie się przygotowań do nowego sezonu.
   Zatem na dzień dzisiejszy dzięki ogromnemu wysiłkowi Zarządu a w szczególności Wiceprezesa naszego Zarządu Dyrektora i Właściciela Przedsiębiorstwa KORA TRANSPORT udało się ściągnąć do Koszalina osiem nowych.
   W tej ósemce są byłe lub aktualne reprezentantki kraju tj. bramkarka Iwona P. (ostatnio Zagłebie Lubin), Sylwia P. (ostatnio Vitaral Jelfa Jelenia Góra) oraz Joanna D. (ostatnio Kolporter Kielce). Te zawodniczki powinny być wzmocnieniem naszego zespołu.
   Równocześnie przyjęto umownie w trybie uzupełnień ubytków w naszym zespole      takie zawodniczki jak Dorotę S.(ostatnio MKS Sokół Żary) oraz Aleksandrę K.(od lutego 2004 grała w Starcie EB Elbląg). Te dwie zawodniczki grają na rozegraniu i stylem oraz sposobem gry przypomina grę Katarzyny S. i Małgorzaty P. Określonym ważnym uzupełnieniem może być także Magdalena K., która jednak ma jeszcze przez rok ważny   kontrakt z Izohanem Gdynia – i stan na dzisiaj jest taki że trwają trudne rozmowy co do wysokości transferu.
   Wreszcie uzupełnieniem naszej kadry są bardzo uzdolnione zawodniczki, które jednak dotychczas nie grały jeszcze nawet w pierwszej lidze a jedynie w drużynach juniorskich oraz w drugiej lidze a mianowicie Marta D. z Sokoła Żary i Anna Ż. Z MKS Jedynki Oborniki.
   Oczywiście rozmów na temat przyjścia do naszego klubu były setki, lecz wszystko rozbija się o możliwości finansowe a te są tylko na miarę miasta i na razie powiatu Koszalin.
   Mimo wszystko trzeba zaznaczyć w tym miejscu, że z ogromną pomocą naszemu Klubowi w chwili jego awansu przyszedł zarówno Prezydent Miasta Koszalina lek. med. Mirosław Mikietyński jak i JM Rektor Politechniki Koszalińskim prof. dr hab. inż. Krzysztof Wawrzyn a wreszcie Dyrektor Administracyjny naszej Uczelni dr inż. Artur Wezgraj.
   Nasza Autonomiczna Sekcja korzysta także z życzliwości Prorektora ds. Nauki prof. Tomasza Krzyżyńskiego i Prorektora ds. Studenckich prof. Michała Jasiuleiwcza oraz Dziekanów trzech Wydziałów Budownictwa i Inżynierii Środowiska, Ekonomii i Zarządzania oraz Mechanicznego. Bez pomocy ww. osób a także wielu nauczycieli akademickich, bez ich zrozumienia dla trudu zawodniczek studentek (których jest w zespole większość) bez dodatkowych terminów kolokwiów i egzaminów nasz Klub nie miał by racji bytu.
   Także bez wielu sponsorów osób fizycznych i osób prawnych, których reklamy firm ujęte w naszym informatorze nasz drużyna także nie mogła by istnieć.
   Właśnie dzięki tym ludziom dobrej woli mogliśmy przystąpić do przygotowań przed sezonem 2004/2005.
   Przygotowania rozpoczęły się dnia 12 lipca br. na naszych obiektach a już 15 lipca zawodniczki wyjechały do Ośrodka Wczasowego w Sarbinowie na jedenastodniowy obóz tzw. kondycyjny – są to potwornie ciężkie wytrzymałościowe przygotowania do sezonu, których zawodniczki nie lubią i które są wielkim wyrzeczeniem i nie należą do przyjemności.
   Po powrocie z obozu w Sarbinowie i po kilku dniach treningu na naszych obiektach w dniu 02 sierpnia br. zawodniczki wyjechały na obóz treningowy do Jastrowia. W Jastrowiu oraz w Pile 04.08 i 06.08 rozegrały dwa mecze sparingowe z zespołem ekstraklasy a jednocześnie aktualnym zdobywcą Pucharu Polski Zgoda Ruda Śląska Bielszowice przegrywając w pierwszym meczu 15 : 21 a w drugim 22 : 24. Warto zaznaczyć, iż w pierwszym meczu aż do 55 minuty utrzymywał się wynik w granicach remisu a konkretnie 16 : 16 lecz w ostatnich 5 minutach koszalinianki straciły pięć bramek nie zdobywając żadnej. W meczu tym najlepszą wśród naszych zawodniczek była bramkarka Iwona P. a także wyróżniły się Joanna Ch., i Barbara Z. Natomiast w drugim meczu koszalinianki zademonstrowały bardzo poprawną grę ale dopiero od 7 minuty meczu. Do 7 minuty przegrywały bowiem aż 6 : 0 i dopiero od tego momentu nastąpiła lepsza i skuteczniejsza gra akademiczek. W meczu tym najwięcej bramek zdobyły będąc równocześnie najlepszymi zawodniczkami w zespole Katarzyna S.(6), Anna T.(6), Sylwia P.(4), Dorota S.(3), a ponadto po jednej bramce rzuciły Joanna Ch., Magdalena K. i Kamila S. Ponadto grały jeszcze w tym pierwszym meczu Barbara Z., Anna Ż. i Marta Sz. Niestety nie wystąpiła (podobnie jak w pierwszym meczu w którym grała tylko kilka minut) z powodu kontuzji barku prawej ręki Joanna D. co było ogromnym osłabieniem naszego zespołu. Nie zagrała    także obrotowa Marta D. narzekająca na ból mięśnia czwórgłowego i nie wchodziła ma żadne zmiany podobnie jak w pierwszym meczu druga bramkarka Ilona H. z powodu silnego przeziębienia. Już po kilki minutach przebywania na parkiecie zeszła do boksu z powodu kontuzji kolana Aleksandra K., co także było osłabieniem naszej drużyny.
   Nasz zespół wraca do Koszalina 12 sierpnia. Następnie wyjeżdżają na Turniej do   Niemiec 14/16 sierpnia po czym aż do rozgrywek pozostają zawodniczki już w Koszalinie, gdyż jest nieaktualny wyjazd na Akademickie Mistrzostwa Polski, które przełożono z pierwotnego terminu 22/25 sierpnia na termin 31.08 do 03.09 – a przecież już 4 września  gramy pierwszy mecz ligowy w Elblągu z Startem EB.
   Dlatego też, dodatkowo rozegrane będą dwa mecze sparingowe z Piotrkowią Piotrków Trybunalski w niedzielę 22 oraz w poniedziałek 23 sierpnia br. w Koszalinie – bowiem nad morzem  w Sarbinowie będzie przebywał na obozie sportowym właśnie zespół Piotrkowi z trenerem mgr Adamem Fedorowiczem!
   Wreszcie prawdopodobnie 29 sierpnia rozegramy mecz sparingowy w Rewalu z Łącznościowcem Szczecin.
   Pragnę w zakończeniu zwrócić się z prośbą do wszystkich naszych sympatyków i   kibiców nie tylko o to aby licznie przychodzili na nasze mecze aby świadomie zakupywali bilety jako małą cegiełkę na wydatki Klubu ale przede wszystkim o to aby nas wspierali w chwilach trudnych.
   Doświadczenie uczy, iż każdy beniaminek, który wchodzi do ekstraklasy w następnym roku z niej spada – gdyż różnica poziomów między ekstraklasą a pierwszą ligą jest duża. Mimo określonych wzmocnień naszego zespołu – liczy się także bardzo ogranie w ekstraklasie, rutyna, zgranie zespołu i zwyczajowy boiskowy spryt – tego większość naszych dziewcząt będzie się dopiero uczyć. Prosimy zatem o zrozumienie. Wówczas, kiedy przyjdą nieuchronne porażki a także wówczas gdy będą to porażki dotkliwe. Prawdziwych przyjaciół i sympatyków naprawdę poznaje się w biedzie – bardzo byśmy chcieli nie mieć oto takiej sytuacji, że ewentualny spadek zespołu ekstraklasy ponownie do pierwszej ligi będzie równoznaczny z odwróceniem się od nas kibiców, sponsorów oraz osób od których dzisiaj nasze być albo nie być zależy. Wówczas oznaczało by to, że nas sukces jakim jest awans do ekstraklasy stałby się równocześnie dla nas karą, która mogła by doprowadzić do rozkładu od wielu lat z takim trudem budowanej drużyny jej nie małym zapleczem juniorko-młodzieżowym oraz ogólnie z jej dorobkiem.
   Pozostając w nadziei, że tak się nie stanie, iż nasz sukces nie będzie naszą porażką, liczymy na pomoc naszych kibiców i sponsorów zarówno dzisiaj kiedy jest dobrze jak i wówczas kiedy będzie gorzej i kiedy Wasza pomoc będzie najbardziej potrzebna.
   Tym czasem najważniejszą sprawą dla nas jest utrzymanie ekstraklasy dla Koszalina. A więc do zobaczenia na meczach!!   

Prezes
Autonomicznej Sekcji Piłki Ręcznej Kobiet
KU AZS Politechnika Koszalińska

Prof. dr hab. inż. Tadeusz Piecuch

Koszalin, dnia 09.08.2004r.

* wszystkie błędy, które są zawarte ww. tekście w całości pochodzą z Informatora Autonomicznej Sekcji Piłki Ręcznej Kobiet KU AZS Politechnika Koszalińska

NASZYM ZDANIEM


   Już trochę czasu „siedzę” w tej ręcznej, więc myślałem, że uodporniłem się na wiele idiotyzmów związanych z tym sportem, a zaskakiwać mnie będą jedynie piłkarki swoimi zagraniami. Byłem jednak bardzo, bardzo naiwny…
   Po przeczytaniu informatora mam bardzo mieszane uczucia. Nasuwa mi się lawina pytań. Staram się jednak powstrzymać przed jakimś surowym osądem, gdyż hasłem przewodnim naszej strony jest TOLERANCJA. Ciężko jest jednak tolerować coś takiego, a od spraw ważnych nie mamy zamiaru uciekać.
   W naszej wypowiedzi nie będziemy się zagłębiać ani w politykę klubu, ani żadne prawne spory. Chcemy jedynie ustosunkować się do treści informatora.
   Zastanawiam się przede wszystkim, czy jakaś zawodniczka ma prawo opuścić ten klub. W broszurce, która została wręczona uczestnikom konferencji prasowej, znajduje się wiele informacji, które można uznać jako poufne. Informacje na temat zawodniczek oczerniają je i ich rodziny. Wytykanie spraw osobistych i rodzinnych jest „poniżej pasa”. A przecież wydaję się oczywiste, że dziewczyny, o których mowa w broszurze nie wrócą do zespołu, więc jedynym celem wywlekania na światło dzienne wielu prywatnych spraw jest zastraszenie pozostałych zawodniczek, aby nie miały odwagi próbować zmieniać klub bądź skończyć karierę. Nie jest tajemnicą, że koszaliński klub nie jest zamożny, więc swoje braki finansowe stara się rekompensować w inny sposób. Przykładowo, nadrabiają pomagając w studiach na Politechnice Koszalińskiej bądź  szukając dla nich pracy. To jest jak najbardziej normalne i oczywiste. Nienormalne jest natomiast wywlekanie tego publicznie w momencie, gdy zawodniczki chcą zmienić klub lub zakończyć grę. Kogo tak naprawdę interesuje ile obiadów lub śniadań klub fundował zawodniczkom. Wydaję mi się również mało istotne, kto, do kogo i po co wykonał tu cyt.” milion  telefonów” koniec cytatu. Zamiast czytać o planach na kolejny sezon, dowiadujemy się jedynie o sporach między lekarzami, klubem i zawodniczkami.
   Kolejną ciekawostką wynikającą z informatora jest fakt, że koszalińskie zawodniczki nie mają prawa rozmawiać z ludźmi spoza klubu bez uprzedniej konsultacji ze swoim zarządem. Jest to dla mnie kompletną bzdurą, natomiast oczernianie osoby Pana Jerzego Noszczak jest niekulturalne i niestosowne. Zawodniczki nie są własnością klubu, więc mogą swobodnie kontaktować się i rozmawiać z kim tylko zechcą.
   I na koniec. Sprawa publikacji informatora: zamieściliśmy na naszej stronie jedynie część obszernej broszury. Skróciliśmy także nazwiska zawodniczek.
   Reasumując, wymagając od innych profesjonalizmu, należy pamiętać by samemu go zachować. Poza tym, w świetle trwających igrzysk olimpijskich, których ideą jest walka fair play, należy pamiętać nie  tylko o walce…