|













|
::
Wygrana w
Elblągu ::
Szósta porażka elblążanek.
Jesteśmy na półmetku pierwszej rundy rozgrywek – rundy, w której podopieczne
Zdzisława Czoski nie zapisały jeszcze na swym koncie ani jednego punktu.
Kiedy nastąpi kres tej złej passy? I czy w ogóle nastąpi...?
Skład rozgrzewających się przed spotkaniem elblążanek wzbudził małe
nadzieje. Ujrzeliśmy bowiem wśród nich m.in. Justynę Stelinę, Katarzynę
Langowską, Annę Frąckiewicz i Hannę Sądej. Brakowało jedynie ( a może
raczej „aż”) Elżbiety Olszewskiej. Jednak, jak się okazało w trakcie meczu,
z wymienionych zawodniczek jedynie Katarzynę Langowską ujrzeliśmy na
parkiecie. A i tak trudno stwierdzić, by była ona tak potrzebnym elblążankom
wzmocnieniem...
Pojedynek rozpoczął się po myśli miejscowych, gdy Alesia Mihdaliova
dała Startowi prowadzenia 1:0. Jednak Politechnika nie tylko
natychmiast wyrównała, lecz rzuciła aż 4 bramki z rzędu. Po trafieniu Joanny
Dworaczyk na 1:2 nastąpiło dokładnie 5 minut i 10 sekund chaosu na
parkiecie. Na czym on polegał? A mianowicie... Iwona Błaszkowska rzuciła
wprost w dobrze dysponowaną Iwonę Pabich, kontratakująca Joanna Chmiel
popełniła faul w ataku, następnie Błaszkowskiej arbitrzy odgwizdali błąd
kroków, Iwona Szafulska trafiła w słupek, a Iwona Pabich obroniła rzut
Moniki Pełki, Kristina Svatko popełniła błąd kroków, Alesia Mihdliova
zgubiła piłkę, przechwyciła ją Svatko, następnie znów piłkę przechwyciła
Błaszkowska, ale kontratakując ponownie trafiła w Iwonę Pabich, a Joanna
Dworaczyk przekroczyła linię 6 metrów... I pewnie można by tak jeszcze
dłużej wymieniać popełnione przez zawodniczki obu drużyn błędy, gdyby nie
trafienie Joanny Chmiel na 1:3 w 8 minucie gry. Następnie Ewa Jarzyna
powiększyła przewagę do 3 bramek (1:4). Elblążanki raziły
nieskutecznością. Dość wspomnieć, że w pierwszej połowie spotkania aż 14
rzutów nie zostały zamienionych na bramki, w czym niechlubnie brylowały:
Iwona Błaszkowska i Alesia Mihdaliova (obie po 5). W 15 minucie gry obroną
rzutu karnego popisała się Izabela Zwiewka i trzeba przyznać, że
golkiperka Startu w tym spotkaniu zanotowała jeszcze kilka udanych
interwencji. Do remisu udało się miejscowym doprowadzić w 21 minucie.
Katarzyna Szklarczuk wykorzystała rzut karny i na tablicy wyników zanotowano
rezultat 7:7. Ostatnie minuty pierwszej odsłony były bardzo
wyrównane, a na tablicy jeszcze 3-krotnie widniał wynik remisowy. Na 50
sekund przed końcem Start zdołał nawet osiągnąć 2-bramkowe prowadzenie,
jednakże kontratak Ewy Jarzyny, zakończony trafieniem, sprawił, że po
30 minutach gry było 12:11.
Drugą część pojedynku elblążanki rozpoczęły w osłabieniu, bowiem
równo z syreną kończącą pierwszą połowę Katarzyna Szklarczuk
otrzymała 2-minutowe wykluczenie. Koszalinianki wykorzystały sytuację i już
po 26 sekundach ponownie mieliśmy remis, a wszystko zaczynało się od
początku. Należy dodać, że dość przeciętnie grająca w pierwszej części meczu
Politechnika, zaczęła się czuć coraz swobodniej. Zwłaszcza „obudziła się”
Iwona Szafulska, która raz za razem pokonywała Izabelę Zwiewkę,
zdobywając w ciągu 12 minut 4 bramki, przy zaledwie 1 wcześniejszym
trafieniu. Przeciwniczki zaczęły „uciekać” miejscowym na 2-3 bramki. Mimo
kiepskiej gry elblążanek, nie brakowało jednak kilku efektownych, a może
raczej kuriozalnych zagrań w ich wykonaniu. Na przykład w 36 minucie po
rzucie Alesi Mihdaliovej piłka odbiła się od poprzeczki. Iwona Pabich
lekko zdezorientowana w geście triumfu zacisnęła pięść, odwróciła się, a tym
czasem podkręcona piłka spadła na parkiet i wpadła wprost do bramki. W 40
minucie trener Czoska dokonał zmiany w bramce – weszła do niej Natalia
Charłamowa. „Natasza” wprawdzie obroniła pierwszy rzut, ale w kolejnych
akcjach już nie zabłysnęła. 2 bramki Katarzyny Szklarczuk, w tym jedna z
dystansu (co ciekawe), pozwoliły zmniejszyć różnicę do 2 trafień – 19:21 w
45 minucie. I od tego momentu zaczęło się zdobywanie bramek „dwójkami”.
Sylwia Pociecha z Joanną Dworaczyk dla Koszalina, następnie dwukrotnie Iwona
Błaszkowska dla Elbląga i ponownie Kristina Svatko z Joanną Dworaczyk dla
Koszalina. Tym samym na 4,5 minuty przed końcową syreną przewaga
Politechniki wynosiła 4 bramki (21:25). Trener Czoska wziął czas dla
drużyny. Po wznowieniu gry z rzutu karnego trafiła Anna Żurawska. Ale
odpowiedziała na tę bramkę Kristina Svatko. Elblążanki rzuciły się do walki,
chcą zmienić niekorzystny rezultat. Alesia Mihdaliova dwukrotnie pokonała
Iwonę Pabich, jedną bramkę dorzuciła także Monika Pełka-Fedak, jednak na nic
się to zdało. Zabrakło czasu. Zabrzmiała końcowa syrena, a wraz z nią radość
koszalinianek i smutek na twarzach elblążanek, a także ich sympatyków
przybywających, co nie trudno zauważyć, z meczu na mecz w coraz mniej
licznym składzie...
Szósta kolejka spotkań zakończyła się szóstą porażką drużyny
Zdzisława Czoski. Przed nimi wyjazdowy mecz do Gliwic, a następnie pojedynek
u siebie z SPR ICom Lublin. Czy w tej rundzie rozgrywek elblążanki zdobędą
więc jakiekolwiek punkty...? Niech to pytanie pozostanie jedynie
retorycznym...
START: Charłamowa, Zwiewka – Mihdaliova 8 (U), Błaszkowska 6 (U),
Szklarczuk 6 (2min), Pełka-Fedak 2, Żurawska 2, Dolegało 1 (2min), Korowacka,
Langowska.
Trener: Zdzisław Czoska
Kary: 2 upomnienia, 4 minuty
Rzuty karne: 5/5
POLITECHNIKA: Pabich, Stroińska – Jarzyna 7 (U,2min), Dworaczyk 6
(2min), Szafulska 6 (U,2min), Svatko 4, Chmiel 3 (2min), Pociecha 1, Skipor
(2min).
Wyróżnione: Iwona Pabich, Ewa Jarzyna, Iwona Szafulska
Trener: Dariusz Dworaczyk, Waldemar Szafulski
Kary: 2 upomnienia, 10 minut
Rzuty karne: 1/2
Sędziowie: Wojciech Bosak i Mirosław Hardej (Sandomierz)
POMECZOWE WYPOWIEDZI:
(zebrał: Wojciech Serniak)
Wojciech Serniak: Jak oceni Pan postawę swoich zawodniczek w
dzisiejszym spotkaniu?
Waldemar Szafulski: Trzeba pogratulować zespołowi zwycięstwa i
ambicji w drugiej połowie, bo ta determinacja sprawiła, że wywozimy dwa
cenne punkty.
W.S.: Czyli jest Pan zadowolony ze zdobytych punktów, ale nie ze
stylu gry?
W.Sz.: Oczywiście tak. Myślę, że potencjał naszego zespołu jest
zdecydowanie większy niż Elbląga i tutaj jeszcze dużo pracy przed nami.
W.S.: Co spowodowało, że w pewnym momencie goniliście Elbląg, a nie
Elbląg gonił Was. Elbląg był skazywany na porażkę, a tu tylko 2 bramki
różnicy. Czy nie wygląda to marnie przed następnymi spotkaniami?
W.Sz.: Na pewno zadecydował o tym fakt, że w pierwszej połowie w
obronie nie graliśmy zespołowo. Jakieś te ogniwka w naszej strefie nie
włączały się do walki i w tych momentach traciliśmy bramki.
W.S.: A co trzeba, według Pana, poprawić przed najbliższym spotkaniem z
Piotrcovią, bo to już na pewno nie będzie taki „spacerek”, ale twardy bój.
W.Sz.: Przede wszystkim współpracę w obronie. Piotrcovia ma
zagrożenie z każdej pozycji i jeśli cały zespól nie zagra optymalnie, to
będzie bardzo ciężko o zwycięstwo.
W.S.: Czy jest Pan w stanie wyróżnić szczególnie jakąś zawodniczkę w
dzisiejszym spotkaniu?
W.Sz.: Myślę, że bardzo równy poziom prezentuje Iwona Pabich w
bramce, więc na pewno duży plus jej się należy. Brakuje nam chyba jednak
lidera. Dlatego też nie utrzymujemy korzystnych rezultatów i w tych
momentach przeciwnik szuka korzyści
W.S.: Mówił Pan, że nie ma lidera. Jak to jest, że w ubiegłym sezonie ten
lider był, była nim Asia Dworaczyk, a teraz już nie ma? Czym to jest
spowodowane?
W.Sz.: Nie, wyrównał się poziom w drużynie. Jeśli chodzi o lidera, to
mam tu na myśli psychikę, emocje, moment, w którym złość sportowa weźmie
górę i pociągnie za sobą zespół w trudnych momentach. Tutaj dziewczyny
patrzą na siebie, wspólnie chcą wygrywać, ale niestety ta charyzma w
trudnych momentach jest bardzo potrzebna.
W.S.: Dziękuję, życzę powodzenia w meczu z Piotrcovią!
Wojciech Serniak: Jak ocenisz swoją postawę i postawę całego zespołu w
dzisiejszym spotkaniu?
Joanna Chmiel: Myślę, że pozytywnie, bo dwa punkty zdobyte, a o to
nam chodziło. Może nie w rewelacyjnym stylu, ale walka była i za to trzeba
podziękować dziewczynom, nam wszystkim i my sobie same powinnyśmy
podziękować. Dwa punkty najważniejsze. Ciężko było, bo było wiadomo, że
Elbląg nie podda się, będzie walczyć do ostatniej minuty, bo jeszcze żadnego
punktu nie zdobył. Więc motywacja tym większa, gdy u siebie grają. Ale to my
wywozimy dwa punkty i bardzo się z tego cieszymy.
W.S.: Czyli cieszą dwa punkty, a nie cieszy gra? Nie jest to dobrym
prognostykiem przed meczem z Piotrcovią. Co należałoby poprawić, Twoim
zdaniem?
J.Ch.: Cały czas pracujemy nad pewnymi elementami, zarówno w obronie
jak i w ataku. Myślę, że może być tylko lepiej, bo czas działa na naszą
korzyść. Zgrywamy się,. Zespół zmienił się diametralnie w tym sezonie. A to
, co trenujemy i co będziemy poprawiać to już nasza tajemnica (śmiech).
W.S.: A jak ocenisz swoją postawę w tym spotkaniu?
J.Ch.: Ciężko jest ocenić samą siebie, nie jest to obiektywna ocena.
Na pewno starałam się i dałam z siebie wszystko, mimo że jestem troszkę
przeziębiona, to nie odpuściłam i myślę, że nie było aż tak źle.
W.S.: A co miało wpływ na Waszą niezbyt ładną grę?
J.Ch.: Aż tak źle było? (śmiech) Nie przypuszczałam. Z boiska trochę
inaczej to wygląda. Mecz był cały czas zacięty. Może za mało skoncentrowane
wyszłyśmy, choć trener cały czas nam powtarzał, że mamy walczyć od pierwszej
minuty. Może słabsza dyspozycja dnia. Ale myślę, że nie było aż tak źle.
Autor: Anna Tupaj/Wojciech Serniak
- SportoweFakty.pl |
|