O klubie

Sezon 05/06

Kontakt

Księga gości

O nas

Strona główna

Ustaw jako startowa














 

 

 
:: Wygrana w Elblągu ::

  Szósta porażka elblążanek. Jesteśmy na półmetku pierwszej rundy rozgrywek – rundy, w której podopieczne Zdzisława Czoski nie zapisały jeszcze na swym koncie ani jednego punktu. Kiedy nastąpi kres tej złej passy? I czy w ogóle nastąpi...?
Skład rozgrzewających się przed spotkaniem elblążanek wzbudził małe nadzieje. Ujrzeliśmy bowiem wśród nich m.in. Justynę Stelinę, Katarzynę Langowską, Annę Frąckiewicz i Hannę Sądej. Brakowało jedynie ( a może raczej „aż”) Elżbiety Olszewskiej. Jednak, jak się okazało w trakcie meczu, z wymienionych zawodniczek jedynie Katarzynę Langowską ujrzeliśmy na parkiecie. A i tak trudno stwierdzić, by była ona tak potrzebnym elblążankom wzmocnieniem...
   Pojedynek rozpoczął się po myśli miejscowych, gdy Alesia Mihdaliova dała Startowi prowadzenia 1:0. Jednak Politechnika nie tylko natychmiast wyrównała, lecz rzuciła aż 4 bramki z rzędu. Po trafieniu Joanny Dworaczyk na 1:2 nastąpiło dokładnie 5 minut i 10 sekund chaosu na parkiecie. Na czym on polegał? A mianowicie... Iwona Błaszkowska rzuciła wprost w dobrze dysponowaną Iwonę Pabich, kontratakująca Joanna Chmiel popełniła faul w ataku, następnie Błaszkowskiej arbitrzy odgwizdali błąd kroków, Iwona Szafulska trafiła w słupek, a Iwona Pabich obroniła rzut Moniki Pełki, Kristina Svatko popełniła błąd kroków, Alesia Mihdliova zgubiła piłkę, przechwyciła ją Svatko, następnie znów piłkę przechwyciła Błaszkowska, ale kontratakując ponownie trafiła w Iwonę Pabich, a Joanna Dworaczyk przekroczyła linię 6 metrów... I pewnie można by tak jeszcze dłużej wymieniać popełnione przez zawodniczki obu drużyn błędy, gdyby nie trafienie Joanny Chmiel na 1:3 w 8 minucie gry. Następnie Ewa Jarzyna powiększyła przewagę do 3 bramek (1:4). Elblążanki raziły nieskutecznością. Dość wspomnieć, że w pierwszej połowie spotkania aż 14 rzutów nie zostały zamienionych na bramki, w czym niechlubnie brylowały: Iwona Błaszkowska i Alesia Mihdaliova (obie po 5). W 15 minucie gry obroną rzutu karnego popisała się Izabela Zwiewka i trzeba przyznać, że golkiperka Startu w tym spotkaniu zanotowała jeszcze kilka udanych interwencji. Do remisu udało się miejscowym doprowadzić w 21 minucie. Katarzyna Szklarczuk wykorzystała rzut karny i na tablicy wyników zanotowano rezultat 7:7. Ostatnie minuty pierwszej odsłony były bardzo wyrównane, a na tablicy jeszcze 3-krotnie widniał wynik remisowy. Na 50 sekund przed końcem Start zdołał nawet osiągnąć 2-bramkowe prowadzenie, jednakże kontratak Ewy Jarzyny, zakończony trafieniem, sprawił, że po 30 minutach gry było 12:11.
   Drugą część pojedynku elblążanki rozpoczęły w osłabieniu, bowiem równo z syreną kończącą pierwszą połowę Katarzyna Szklarczuk otrzymała 2-minutowe wykluczenie. Koszalinianki wykorzystały sytuację i już po 26 sekundach ponownie mieliśmy remis, a wszystko zaczynało się od początku. Należy dodać, że dość przeciętnie grająca w pierwszej części meczu Politechnika, zaczęła się czuć coraz swobodniej. Zwłaszcza „obudziła się” Iwona Szafulska, która raz za razem pokonywała Izabelę Zwiewkę, zdobywając w ciągu 12 minut 4 bramki, przy zaledwie 1 wcześniejszym trafieniu. Przeciwniczki zaczęły „uciekać” miejscowym na 2-3 bramki. Mimo kiepskiej gry elblążanek, nie brakowało jednak kilku efektownych, a może raczej kuriozalnych zagrań w ich wykonaniu. Na przykład w 36 minucie po rzucie Alesi Mihdaliovej piłka odbiła się od poprzeczki. Iwona Pabich lekko zdezorientowana w geście triumfu zacisnęła pięść, odwróciła się, a tym czasem podkręcona piłka spadła na parkiet i wpadła wprost do bramki. W 40 minucie trener Czoska dokonał zmiany w bramce – weszła do niej Natalia Charłamowa. „Natasza” wprawdzie obroniła pierwszy rzut, ale w kolejnych akcjach już nie zabłysnęła. 2 bramki Katarzyny Szklarczuk, w tym jedna z dystansu (co ciekawe), pozwoliły zmniejszyć różnicę do 2 trafień – 19:21 w 45 minucie. I od tego momentu zaczęło się zdobywanie bramek „dwójkami”. Sylwia Pociecha z Joanną Dworaczyk dla Koszalina, następnie dwukrotnie Iwona Błaszkowska dla Elbląga i ponownie Kristina Svatko z Joanną Dworaczyk dla Koszalina. Tym samym na 4,5 minuty przed końcową syreną przewaga Politechniki wynosiła 4 bramki (21:25). Trener Czoska wziął czas dla drużyny. Po wznowieniu gry z rzutu karnego trafiła Anna Żurawska. Ale odpowiedziała na tę bramkę Kristina Svatko. Elblążanki rzuciły się do walki, chcą zmienić niekorzystny rezultat. Alesia Mihdaliova dwukrotnie pokonała Iwonę Pabich, jedną bramkę dorzuciła także Monika Pełka-Fedak, jednak na nic się to zdało. Zabrakło czasu. Zabrzmiała końcowa syrena, a wraz z nią radość koszalinianek i smutek na twarzach elblążanek, a także ich sympatyków przybywających, co nie trudno zauważyć, z meczu na mecz w coraz mniej licznym składzie...
   Szósta kolejka spotkań zakończyła się szóstą porażką drużyny Zdzisława Czoski. Przed nimi wyjazdowy mecz do Gliwic, a następnie pojedynek u siebie z SPR ICom Lublin. Czy w tej rundzie rozgrywek elblążanki zdobędą więc jakiekolwiek punkty...? Niech to pytanie pozostanie jedynie retorycznym...

START: Charłamowa, Zwiewka – Mihdaliova 8 (U), Błaszkowska 6 (U), Szklarczuk 6 (2min), Pełka-Fedak 2, Żurawska 2, Dolegało 1 (2min), Korowacka, Langowska.
Trener: Zdzisław Czoska
Kary: 2 upomnienia, 4 minuty
Rzuty karne: 5/5

POLITECHNIKA: Pabich, Stroińska – Jarzyna 7 (U,2min), Dworaczyk 6 (2min), Szafulska 6 (U,2min), Svatko 4, Chmiel 3 (2min), Pociecha 1, Skipor (2min).
Wyróżnione: Iwona Pabich, Ewa Jarzyna, Iwona Szafulska
Trener: Dariusz Dworaczyk, Waldemar Szafulski
Kary: 2 upomnienia, 10 minut
Rzuty karne: 1/2

Sędziowie: Wojciech Bosak i Mirosław Hardej (Sandomierz)

POMECZOWE WYPOWIEDZI:
(zebrał: Wojciech Serniak)

Wojciech Serniak: Jak oceni Pan postawę swoich zawodniczek w dzisiejszym spotkaniu?
Waldemar Szafulski: Trzeba pogratulować zespołowi zwycięstwa i ambicji w drugiej połowie, bo ta determinacja sprawiła, że wywozimy dwa cenne punkty.
W.S.: Czyli jest Pan zadowolony ze zdobytych punktów, ale nie ze stylu gry?
W.Sz.: Oczywiście tak. Myślę, że potencjał naszego zespołu jest zdecydowanie większy niż Elbląga i tutaj jeszcze dużo pracy przed nami.
W.S.: Co spowodowało, że w pewnym momencie goniliście Elbląg, a nie Elbląg gonił Was. Elbląg był skazywany na porażkę, a tu tylko 2 bramki różnicy. Czy nie wygląda to marnie przed następnymi spotkaniami?
W.Sz.: Na pewno zadecydował o tym fakt, że w pierwszej połowie w obronie nie graliśmy zespołowo. Jakieś te ogniwka w naszej strefie nie włączały się do walki i w tych momentach traciliśmy bramki.
W.S.: A co trzeba, według Pana, poprawić przed najbliższym spotkaniem z Piotrcovią, bo to już na pewno nie będzie taki „spacerek”, ale twardy bój.
W.Sz.: Przede wszystkim współpracę w obronie. Piotrcovia ma zagrożenie z każdej pozycji i jeśli cały zespól nie zagra optymalnie, to będzie bardzo ciężko o zwycięstwo.
W.S.: Czy jest Pan w stanie wyróżnić szczególnie jakąś zawodniczkę w dzisiejszym spotkaniu?
W.Sz.: Myślę, że bardzo równy poziom prezentuje Iwona Pabich w bramce, więc na pewno duży plus jej się należy. Brakuje nam chyba jednak lidera. Dlatego też nie utrzymujemy korzystnych rezultatów i w tych momentach przeciwnik szuka korzyści
W.S.: Mówił Pan, że nie ma lidera. Jak to jest, że w ubiegłym sezonie ten lider był, była nim Asia Dworaczyk, a teraz już nie ma? Czym to jest spowodowane?
W.Sz.: Nie, wyrównał się poziom w drużynie. Jeśli chodzi o lidera, to mam tu na myśli psychikę, emocje, moment, w którym złość sportowa weźmie górę i pociągnie za sobą zespół w trudnych momentach. Tutaj dziewczyny patrzą na siebie, wspólnie chcą wygrywać, ale niestety ta charyzma w trudnych momentach jest bardzo potrzebna.
W.S.: Dziękuję, życzę powodzenia w meczu z Piotrcovią!

Wojciech Serniak: Jak ocenisz swoją postawę i postawę całego zespołu w dzisiejszym spotkaniu?
Joanna Chmiel: Myślę, że pozytywnie, bo dwa punkty zdobyte, a o to nam chodziło. Może nie w rewelacyjnym stylu, ale walka była i za to trzeba podziękować dziewczynom, nam wszystkim i my sobie same powinnyśmy podziękować. Dwa punkty najważniejsze. Ciężko było, bo było wiadomo, że Elbląg nie podda się, będzie walczyć do ostatniej minuty, bo jeszcze żadnego punktu nie zdobył. Więc motywacja tym większa, gdy u siebie grają. Ale to my wywozimy dwa punkty i bardzo się z tego cieszymy.
W.S.: Czyli cieszą dwa punkty, a nie cieszy gra? Nie jest to dobrym prognostykiem przed meczem z Piotrcovią. Co należałoby poprawić, Twoim zdaniem?
J.Ch.: Cały czas pracujemy nad pewnymi elementami, zarówno w obronie jak i w ataku. Myślę, że może być tylko lepiej, bo czas działa na naszą korzyść. Zgrywamy się,. Zespół zmienił się diametralnie w tym sezonie. A to , co trenujemy i co będziemy poprawiać to już nasza tajemnica (śmiech).
W.S.: A jak ocenisz swoją postawę w tym spotkaniu?
J.Ch.: Ciężko jest ocenić samą siebie, nie jest to obiektywna ocena. Na pewno starałam się i dałam z siebie wszystko, mimo że jestem troszkę przeziębiona, to nie odpuściłam i myślę, że nie było aż tak źle.
W.S.: A co miało wpływ na Waszą niezbyt ładną grę?
J.Ch.: Aż tak źle było? (śmiech) Nie przypuszczałam. Z boiska trochę inaczej to wygląda. Mecz był cały czas zacięty. Może za mało skoncentrowane wyszłyśmy, choć trener cały czas nam powtarzał, że mamy walczyć od pierwszej minuty. Może słabsza dyspozycja dnia. Ale myślę, że nie było aż tak źle.

Autor: Anna Tupaj/Wojciech Serniak - SportoweFakty.pl