












|
| |
| |
|
:: Wywiad z
Joanną Dworaczyk :: |
| |
SES: Nie wyglądasz na zmęczoną, czyżby treningi
nie były męczące?
Joanna Dworaczyk: Pozory. Trener daje nam nieźle „popalić”.
Przyznam, że jest mocniej niż się spodziewałam. Myślałam, że
dziewczyny tak ostro nie będą tu trenowały.
Twój transfer do AZSu jest efektem rozpadu się Kolportera Kielce.
Powiedz jak to się stało, że zespół, który w swoich szeregach miał tak
dobre zawodniczki, prowadzone przez jednego z najlepszych trenerów w
Polsce, zamiast walczyć o medale, co zresztą zapowiadał, bronił się
przed spadkiem?
Ciężko powiedzieć, ale nie mi to osądzać. Wiem, że oczekiwania były
bardzo wysokie. Zresztą my same się nastawiłyśmy przed sezonem, że
powalczymy o te najwyższe cele. Życie jednak potoczyło się inaczej, a
czemu tak było... nie wiem. Myślę, że jest jeszcze za wcześnie żeby to
osądzać.
Wcześniej przez cały czas grałaś w Gliwicach. Transfer do Kielc
okazał się, więc pechowy. Czy żałujesz swojej decyzji?
Nie, nie żałuję. Poznałam wielu wspaniałych ludzi. Mam tam przyjaciół.
Jeśli jeszcze raz miałabym podjąć decyzję podjęłabym tą samą. Poza tym
liczyłam także na to, że w nowym zespole rozwinę się sportowo.
Kto jest Twoim najwierniejszym kibicem?
Moim najwierniejsi kibice to tata i mąż (śmiech)!
A krytykiem. Także oni?
Nie chyba nie. Myślę, że ja sama jestem dla siebie najbardziej surowa.
Czy Twój mąż- trener- będzie szukał szczęścia w Koszalinie?
Mój mąż będzie pełnił rolę drugiego trenera AZSu i będzie się starał
pomagać trenerowi Szafulskiemu.
Na boisku Twoja pozycja to koło. Jesteś jednak bardzo wszechstronną
zawodniczką i z powodzeniem radzisz sobie na rozegraniu, a nawet na
skrzydle. Czy trener, który zna Twoje możliwości powiedział Ci na
jakiej pozycji widziałby Cię najchętniej?
Jeszcze nie. Doszło dużo nowych zawodniczek, więc trener dokładnie nie
wie jeszcze jak nas ustawić. Na pewno będzie próbował różnych
wariantów. Ja osobiście najlepiej czuję się jako obrotowa, ale w
Kielcach, z powodu kontuzji koleżanek musiałam grać także na środku
rozegrania. Jednak to czy będę miała grać jako obrotowa czy też
rozgrywająca będzie zależeć od potrzeb.
Twoją grę docenił trener reprezentacji, Zygfryd Kuchta, czy nie
uważasz, że grając w teoretycznie słabszym zespole będzie Ci trudniej
o kolejne powołania?
Nie można tego tak uogólniać. Na pewno jest to jakieś ryzyko.
Przyszłam do zespołu beniaminka nie znając w ogóle dziewcząt. Sprawy
się potoczyły tak, a nie inaczej jednak myślę, że podobnie było w
Kielcach gdzie broniłyśmy się przed spadkiem, a w zespole było tyle
kontuzji, że czasami zdarzały się takie sytuacje, że na treningu
byłyśmy w czwórkę, bo już nie było komu trenować. Śmiało więc można
powiedzieć, że to też było ryzyko tym bardziej, że aspiracje były
medalowe. Tutaj dziewczyny są bardzo ambitne jeśli będziemy ciężko
pracować będą efekty i powinno być dobrze.
Mówisz, że wcześniej nie znałaś koszalińskich zawodniczek. Zdążyłaś
już je zapoznać? W czyim towarzystwie czujesz się najlepiej.
Jestem tu dość krótko. Wcześniej znałam Sylwię Pociechę i Iwonę
Pabich, i chyba z nimi rozumiemy się najlepiej. Tym bardziej, że
wszystkie jesteśmy tu nowe.
Pierwszy mecz z elbląskim Startem. Przeciwnik w Waszym zasięgu?
Myślę, że generalnie wszystkie zespoły są w naszym zasięgu. Trzeba
walczyć i liczyć na słabszy dzień przeciwnika. Piłka ręczna jest takim
sportem, że wyniki są często zaskakujące. Aczkolwiek będzie nam na
pewno ciężko. Dziewczynom brakuje tutaj jeszcze doświadczenia, a poza
tym doszło dużo nowych zawodniczek, więc jeszcze minie sporo czasu
zanim się zgramy i one poczują, że ekstraklasa to już jest trochę
wyższa półka i czasami inne rzeczy rządzą grą niż w niższych ligach.
Dziękuje za rozmowę |
| |
|
|