O klubie Sezon 05/06 Kontakt Księga gości O nas Strona główna Ustaw jako startowa













 

 

 
 
 

:: Wywiad z Joanną Dworaczyk ::

 
SES: Nie wyglądasz na zmęczoną, czyżby treningi nie były męczące?
Joanna Dworaczyk: Pozory. Trener daje nam nieźle „popalić”. Przyznam, że jest mocniej niż się spodziewałam. Myślałam, że dziewczyny tak ostro nie będą tu trenowały.

Twój transfer do AZSu jest efektem rozpadu się Kolportera Kielce. Powiedz jak to się stało, że zespół, który w swoich szeregach miał tak dobre zawodniczki, prowadzone przez jednego z najlepszych trenerów w Polsce, zamiast walczyć o medale, co zresztą zapowiadał, bronił się przed spadkiem?
Ciężko powiedzieć, ale nie mi to osądzać. Wiem, że oczekiwania były bardzo wysokie. Zresztą my same się nastawiłyśmy przed sezonem, że powalczymy o te najwyższe cele. Życie jednak potoczyło się inaczej, a czemu tak było... nie wiem. Myślę, że jest jeszcze za wcześnie żeby to osądzać.

Wcześniej przez cały czas grałaś w Gliwicach. Transfer do Kielc okazał się, więc pechowy. Czy żałujesz swojej decyzji?
Nie, nie żałuję. Poznałam wielu wspaniałych ludzi. Mam tam przyjaciół. Jeśli jeszcze raz miałabym podjąć decyzję podjęłabym tą samą. Poza tym liczyłam także na to, że w nowym zespole rozwinę się sportowo.

Kto jest Twoim najwierniejszym kibicem?
Moim najwierniejsi kibice to tata i mąż (śmiech)!

A krytykiem. Także oni?
Nie chyba nie. Myślę, że ja sama jestem dla siebie najbardziej surowa.

Czy Twój mąż- trener- będzie szukał szczęścia w Koszalinie?
Mój mąż będzie pełnił rolę drugiego trenera AZSu i będzie się starał pomagać trenerowi Szafulskiemu.

Na boisku Twoja pozycja to koło. Jesteś jednak bardzo wszechstronną zawodniczką i z powodzeniem radzisz sobie na rozegraniu, a nawet na skrzydle. Czy trener, który zna Twoje możliwości powiedział Ci na jakiej pozycji widziałby Cię najchętniej?
Jeszcze nie. Doszło dużo nowych zawodniczek, więc trener dokładnie nie wie jeszcze jak nas ustawić. Na pewno będzie próbował różnych wariantów. Ja osobiście najlepiej czuję się jako obrotowa, ale w Kielcach, z powodu kontuzji koleżanek musiałam grać także na środku rozegrania. Jednak to czy będę miała grać jako obrotowa czy też rozgrywająca będzie zależeć od potrzeb.

Twoją grę docenił trener reprezentacji, Zygfryd Kuchta, czy nie uważasz, że grając w teoretycznie słabszym zespole będzie Ci trudniej o kolejne powołania?
Nie można tego tak uogólniać. Na pewno jest to jakieś ryzyko. Przyszłam do zespołu beniaminka nie znając w ogóle dziewcząt. Sprawy się potoczyły tak, a nie inaczej jednak myślę, że podobnie było w Kielcach gdzie broniłyśmy się przed spadkiem, a w zespole było tyle kontuzji, że czasami zdarzały się takie sytuacje, że na treningu byłyśmy w czwórkę, bo już nie było komu trenować. Śmiało więc można powiedzieć, że to też było ryzyko tym bardziej, że aspiracje były medalowe. Tutaj dziewczyny są bardzo ambitne jeśli będziemy ciężko pracować będą efekty i powinno być dobrze.

Mówisz, że wcześniej nie znałaś koszalińskich zawodniczek. Zdążyłaś już je zapoznać? W czyim towarzystwie czujesz się najlepiej.
Jestem tu dość krótko. Wcześniej znałam Sylwię Pociechę i Iwonę Pabich, i chyba z nimi rozumiemy się najlepiej. Tym bardziej, że wszystkie jesteśmy tu nowe.

Pierwszy mecz z elbląskim Startem. Przeciwnik w Waszym zasięgu?
Myślę, że generalnie wszystkie zespoły są w naszym zasięgu. Trzeba walczyć i liczyć na słabszy dzień przeciwnika. Piłka ręczna jest takim sportem, że wyniki są często zaskakujące. Aczkolwiek będzie nam na pewno ciężko. Dziewczynom brakuje tutaj jeszcze doświadczenia, a poza tym doszło dużo nowych zawodniczek, więc jeszcze minie sporo czasu zanim się zgramy i one poczują, że ekstraklasa to już jest trochę wyższa półka i czasami inne rzeczy rządzą grą niż w niższych ligach.

Dziękuje za rozmowę