O klubie Sezon 05/06 Kontakt Księga gości O nas Strona główna Ustaw jako startowa













 

 

 
 
 

:: Wywiad z Anną Tałaj ::

 
Mery: Jak oceniasz postawę całego zespołu w obecnym sezonie? Mimo ostatnich czterech przegranych meczów runda rewanżowa w wykonaniu Politechniki wygląda zdecydowanie lepiej. Co się w takim razie zmieniło?
Anna Tałaj: Za wielki sukces uważam nasz awans do ekstraklasy, równocześnie jednak postawiono nam bardzo wysoko poprzeczkę. Zespół wymagał wielu zmian personalnych, jak również mentalnych w nas samych. Zdawałyśmy sobie sprawę z ogromnej różnicy poziomów, jaka dzieli I ligę od ekstraklasy. Dlatego ciężko było początkowo ocenić, jak będzie wyglądała nasza gra z zespołami na najwyższym poziomie w Polsce. Patrząc na historię beniaminków, zarząd klubu i trenerzy postawili nam zadanie utrzymania się w lidze. Zespół wymagał wielu zmian kadrowych. Przyszły nowe zawodniczki, które mają duże doświadczenie w ekstraklasie, a nawet w kadrze Polski, jak również pojawiły się młode dziewczęta, które rozpoczęły studia w Koszalinie. Początek był bardzo trudny, co pokazała I runda, kiedy to zdobyłyśmy tylko 2 punkty. Szczególnie bolały nas porażki jednobramkowe, które świadczyły o tym, że nie jesteśmy słabsze w tej lidze – potrafimy nawiązać równorzędną walkę z przeciwnikiem. Jednak w niektórych momentach brakowało „zimnej krwi”, boiskowego cwaniactwa, doświadczenia, a czasami trochę szczęścia. Najbardziej jednak cieszy to, że po I rundzie wyciągnęłyśmy wnioski i zaczęłyśmy zdobywać tak bardzo potrzebne punkty. Duży udział w tych zwycięstwach miały wzmocnienia w postaci Katarzyny Jeż i Małgorzaty Jędrzejczak. Przybycie doświadczonych dziewczyn w dużym stopniu zmieniło oblicze zespołu. Zdecydowanie lepiej zaczęła funkcjonować obrona, a w ataku ciężar gry rozłożył się na więcej zawodniczek. Dzięki „czarnej robocie” Gosi na kole łatwiej było grać drugiej linii, a przy ich zagrożeniu mogły się pokazać również skrzydła. I tak udało nam się wywalczyć 11 punktów z rzędu z zespołami ustawionymi zdecydowanie wyżej w tabeli. Nie byłyśmy już dziewczynkami „do bicia” i czułyśmy, że możemy sprawić niejedną niespodziankę. Mimo to będziemy walczyć o utrzymanie. Ostatnie porażki nie dziwią, jeśli spojrzymy na naszych przeciwników i układ w tabeli. Udowodniłyśmy już, że potrafimy walczyć na równi z wieloma zespołami i należy nam się miejsce wśród dwunastu najlepszych drużyn w Polsce.

Co można by jeszcze zmienić w grze całego zespołu?
Trudno mi mówić o zmianach, bo te posunięcia należą do trenerów. Jednak jest wiele istotnych elementów, które należałoby dopracować lub poprawić. Naszą bolączką jest nie najlepiej funkcjonująca obrona. Jesteśmy drugim zespołem po Piotrcovii pod względem straconych bramek. Słabo wychodzi nam wyprowadzanie kontry, a przecież to najprostszy sposób zdobycia bramki. Nie potrafimy wykorzystać gry w przewadze i, co może nie jest obiektywne z uwagi na moją pozycję, ale uważam, że zbyt mało współpracujemy ze skrzydłami.

Czy potrzebne są AZSowi jeszcze jakieś wzmocnienia?
Każdy zespół w Polsce ma słabsze punkty w swoim składzie. Nawet Mistrz Polski – Nata Gdańsk do niedawna borykał się z problemem drugiej bramkarki. Nam również przydałyby się jakieś wzmocnienia, ale to dylemat trenerów i zarządu na przyszły sezon. Politechnika ma taki, a nie inny skład osobowy i nie sztuka jest ściągnąć same gwiazdy, jak np. Real Madryt, bo to też nie gwarantuje sukcesu. Sztuką jest maksymalnie wykorzystać umiejętności i możliwości każdej z zawodniczek, umieć odpowiednio wkomponować ją w zespół i, w przypadku pracy z kobietami, dobrze zmotywować. Uważam, że mamy solidne dziewczyny na poziomie ekstraklasy. Niestety z uwagi na ciągłą walkę o utrzymanie mniej czasu grają niektóre zawodniczki.

Jakie panują nastroje przed zbliżającymi się meczami o utrzymanie? AZS ma szanse pozostać w gronie najlepszych zespołów?
Głęboko wierzę, że utrzymamy się w lidze, aczkolwiek ostatnie porażki były dosyć przygnębiające – szczególnie ze Szczecinem. Aktualnie jesteśmy już trochę zmęczone, jednak zdajemy sobie sprawę z wagi ostatnich spotkań. Przed nami kilka dni ciężkiej pracy, która musi przynieść efekt na boisku. Z zespołami z Piotrkowa i Żor mamy dodatni bilans i dwa pierwsze mecze gramy u siebie. Te atuty trzeba wykorzystać!

Od jakiegoś czasu znane są pary, które zagrają ze sobą w 1/8 Pucharu Polski. Politechnika trafiła na drużynę Zgody, z która grała w ubiegłym roku w półfinałach. Czy będzie to trudny rywal?
Zgoda jest nieobliczalnym rywalem, który jak przekonałyśmy się w zeszłym roku, potrafi sprawić niespodziankę w Pucharze. Niestety prawdopodobnie wycofamy się z Pucharów ze względu na terminarz meczów i sytuację w tabeli. Oczywistym priorytetem jest utrzymanie się w lidze. Nie możemy sobie pozwolić na jakiekolwiek kontuzje. Mecz ze Szczecinem obnażył wiele naszych słabych stron, a szczególnie brak liderki, jaką jest Asia Dworaczyk.

Jak godzisz treningi i grę w ekstraklasie z pracą nauczyciela wychowania fizycznego? Masz jeszcze jakiś wolny czas dla siebie i rodziny?
Na dzień dzisiejszy nie mam zbyt wiele wolnego czasu, jednak świadoma byłam ogromu pracy, jakiego się podjęłam i nie mogę narzekać. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że bardzo lubię to, co robię: pracę w szkole i treningi. Niestety zaniedbuję trochę moich chłopców: syna i męża, z tego powodu mam trochę dylematów. Może to dziwnie zabrzmi, ale to mój mąż jest głównym motorem napędowym do pracy. Bardzo chce, żebym trenowała, motywuje mnie i pomaga. Niestety, mimo iż łączę czasowo obowiązki nauczycielki, wychowawczyni, zawodniczki, żony i mamy nie zawsze jestem wystarczająco „wydajna” na treningach, czy meczach. Bardzo tego nie lubię, bo chciałabym być profesjonalistką w tym, co robię, a zdarza mi się niektóre obowiązki wykonywać na „pół gwizdka”. W I lidze były całkiem inne obciążenia treningowe i było mi zdecydowanie łatwiej. Teraz często z pracy idę na trening. Sama indywidualnie robię siłownię i bieganie w rannych godzinach. Wielokrotnie muszę opuścić trening ze względu na radę pedagogiczną, czy zebranie z rodzicami. Cieszę się, że dyrekcja szkoły idzie mi bardzo na rękę i mam na przykład wolne piątki. Największą podporą dla mnie są moi faceci: Oskarek i Sebastian. To oni potrafią rozładować każdą sytuację, pocieszyć po przegranym meczu, zmotywować do pracy. Brak wolnego czasu rekompensujemy sobie niedzielnymi wypadami nad morze i domowym obiadem, robionym razem z Oskarem – najlepszym kucharzem wśród pięciolatków (serwuje ziemniaki zamiast z solą to z cukrem, twierdząc: „Mamo to białe i to białe, to żadna pomyłka”).

Czy jesteś zadowolona ze swojej obecnej formy?
Jestem bardzo krytyczna w stosunku do swojej osoby. Gram bardzo nierówno. Moje wahania formy związane są po części z natłokiem zajęć i obowiązków. Wiem, że nie jestem tak efektywna, jakbym mogła. Nie jestem też mocna psychicznie i zdarza mi się „spalać” po kilku nieudanych akcjach. Często jednak mimo dobrej formy nie jestem maksymalnie wykorzystana na swojej pozycji. Moją bolączką jest brak gry jeden na jeden, ostatnio też szwankuje wyjście do kontry, choć nie brakuje mi szybkości.

Jak odreagowujesz jednobramkowe porażki, które chyba są najgorszym możliwym wynikiem?
Zdarzyło mi się kilkakrotnie nie spać w nocy. Analizuję całe spotkanie, rozkładam na czynniki pierwsze. Oglądam mecze na video, czasem z uczniami w szkole. Najbardziej bolała i trochę rozbiła nas porażka z Łącznościowcem i Elblągiem, kiedy to po wcześniejszych dwóch przegranych jedną bramką nie potrafiłyśmy wyciągnąć wniosków i tak samo głupio przegrywałyśmy końcówkę.

A jakie panują obecnie relacje pomiędzy zawodniczkami? Wyczuwasz jakąś konkurencję między zawodniczkami z tej samej pozycji?
W zespole panuje zdrowa relacja, dobrą profesjonalną robotę robią starsze dziewczyny: Asia, Sylwia, Iwona. Dopingują nas do pracy, poprawiają błędy. Z uwagi na małą liczbę rozgrywających brak tu jakiejś konkurencji. Zdrowa rywalizacja panuje na pozycji skrzydeł, gdyż jest nas aż sześć. Lubię rywalizację, walka o pozycję dopinguje do pracy.

Jak sądzisz, na jakim miejscu AZS zakończy rywalizację w ekstraklasie?
Najwyższą pozycją, jaka na dzień dzisiejszy jest w naszym zasięgu, jest dziewiąta lokata i ta by nas satysfakcjonowała. Ważne są najbliższe dwa mecze, które przybliżą nas do utrzymania się w lidze, a to nasz główny cel.

A jak myślisz, która drużyna zdobędzie tytuł Mistrza Polski?

Moim zdaniem o tytuł MP. walczyć będą trzy zespoły: SPR, Elbląg i broniąca tytułu Nata. W fazie play-off tych spotkań jest więcej i o końcowym rezultacie decydować będą takie czynniki, jak: stabilność, szybka regeneracja, szeroka ławka rezerwowych, dobra atmosfera i brak kontuzji. Sercem jestem za zwycięstwem dziewcząt z Gdańska. Mam ogromny sentyment do miasta, w którym studiowałam i miałam zaszczyt grać dwa sezony.

Na koniec tylko zapytam, czego można życzyć AZSowi w tej chwili?
Przede wszystkim zdrowia i braku kontuzji. Szybkiego powrotu do gry Asi Dworaczyk, bo jej pozycja w zespole jest nieoceniona. Chciałabym życzyć nam utrzymania dobrej atmosfery, pełnego zmobilizowania, poprawienia paru elementów w grze. Wszystko to pozwoli nam wygrać najbliższe spotkania, a w rozrachunku końcowym utrzymać się w elicie najlepszych zespołów w Polsce.

Dziękuje za rozmowę i oczywiście życzę, aby wszystkie te plany się spełniły.
Również dziękuję.