












|
| |
| |
|
:: Wywiad z
Anną Tałaj :: |
| |
Mery: Jak oceniasz postawę całego zespołu w
obecnym sezonie? Mimo ostatnich czterech przegranych meczów runda
rewanżowa w wykonaniu Politechniki wygląda zdecydowanie lepiej. Co się
w takim razie zmieniło?
Anna Tałaj: Za wielki sukces uważam nasz awans do ekstraklasy,
równocześnie jednak postawiono nam bardzo wysoko poprzeczkę. Zespół
wymagał wielu zmian personalnych, jak również mentalnych w nas samych.
Zdawałyśmy sobie sprawę z ogromnej różnicy poziomów, jaka dzieli I
ligę od ekstraklasy. Dlatego ciężko było początkowo ocenić, jak będzie
wyglądała nasza gra z zespołami na najwyższym poziomie w Polsce.
Patrząc na historię beniaminków, zarząd klubu i trenerzy postawili nam
zadanie utrzymania się w lidze. Zespół wymagał wielu zmian kadrowych.
Przyszły nowe zawodniczki, które mają duże doświadczenie w
ekstraklasie, a nawet w kadrze Polski, jak również pojawiły się młode
dziewczęta, które rozpoczęły studia w Koszalinie. Początek był bardzo
trudny, co pokazała I runda, kiedy to zdobyłyśmy tylko 2 punkty.
Szczególnie bolały nas porażki jednobramkowe, które świadczyły o tym,
że nie jesteśmy słabsze w tej lidze – potrafimy nawiązać równorzędną
walkę z przeciwnikiem. Jednak w niektórych momentach brakowało „zimnej
krwi”, boiskowego cwaniactwa, doświadczenia, a czasami trochę
szczęścia. Najbardziej jednak cieszy to, że po I rundzie wyciągnęłyśmy
wnioski i zaczęłyśmy zdobywać tak bardzo potrzebne punkty. Duży udział
w tych zwycięstwach miały wzmocnienia w postaci Katarzyny Jeż i
Małgorzaty Jędrzejczak. Przybycie doświadczonych dziewczyn w dużym
stopniu zmieniło oblicze zespołu. Zdecydowanie lepiej zaczęła
funkcjonować obrona, a w ataku ciężar gry rozłożył się na więcej
zawodniczek. Dzięki „czarnej robocie” Gosi na kole łatwiej było grać
drugiej linii, a przy ich zagrożeniu mogły się pokazać również
skrzydła. I tak udało nam się wywalczyć 11 punktów z rzędu z zespołami
ustawionymi zdecydowanie wyżej w tabeli. Nie byłyśmy już dziewczynkami
„do bicia” i czułyśmy, że możemy sprawić niejedną niespodziankę. Mimo
to będziemy walczyć o utrzymanie. Ostatnie porażki nie dziwią, jeśli
spojrzymy na naszych przeciwników i układ w tabeli. Udowodniłyśmy już,
że potrafimy walczyć na równi z wieloma zespołami i należy nam się
miejsce wśród dwunastu najlepszych drużyn w Polsce.
Co można by jeszcze zmienić w grze całego zespołu?
Trudno mi mówić o zmianach, bo te posunięcia należą do trenerów.
Jednak jest wiele istotnych elementów, które należałoby dopracować lub
poprawić. Naszą bolączką jest nie najlepiej funkcjonująca obrona.
Jesteśmy drugim zespołem po Piotrcovii pod względem straconych bramek.
Słabo wychodzi nam wyprowadzanie kontry, a przecież to najprostszy
sposób zdobycia bramki. Nie potrafimy wykorzystać gry w przewadze i,
co może nie jest obiektywne z uwagi na moją pozycję, ale uważam, że
zbyt mało współpracujemy ze skrzydłami.
Czy potrzebne są AZSowi jeszcze jakieś wzmocnienia?
Każdy zespół w Polsce ma słabsze punkty w swoim składzie. Nawet Mistrz
Polski – Nata Gdańsk do niedawna borykał się z problemem drugiej
bramkarki. Nam również przydałyby się jakieś wzmocnienia, ale to
dylemat trenerów i zarządu na przyszły sezon. Politechnika ma taki, a
nie inny skład osobowy i nie sztuka jest ściągnąć same gwiazdy, jak
np. Real Madryt, bo to też nie gwarantuje sukcesu. Sztuką jest
maksymalnie wykorzystać umiejętności i możliwości każdej z
zawodniczek, umieć odpowiednio wkomponować ją w zespół i, w przypadku
pracy z kobietami, dobrze zmotywować. Uważam, że mamy solidne
dziewczyny na poziomie ekstraklasy. Niestety z uwagi na ciągłą walkę o
utrzymanie mniej czasu grają niektóre zawodniczki.
Jakie panują nastroje przed zbliżającymi się meczami o utrzymanie?
AZS ma szanse pozostać w gronie najlepszych zespołów?
Głęboko wierzę, że utrzymamy się w lidze, aczkolwiek ostatnie porażki
były dosyć przygnębiające – szczególnie ze Szczecinem. Aktualnie
jesteśmy już trochę zmęczone, jednak zdajemy sobie sprawę z wagi
ostatnich spotkań. Przed nami kilka dni ciężkiej pracy, która musi
przynieść efekt na boisku. Z zespołami z Piotrkowa i Żor mamy dodatni
bilans i dwa pierwsze mecze gramy u siebie. Te atuty trzeba
wykorzystać!
Od jakiegoś czasu znane są pary, które zagrają ze sobą w 1/8
Pucharu Polski. Politechnika trafiła na drużynę Zgody, z która grała w
ubiegłym roku w półfinałach. Czy będzie to trudny rywal?
Zgoda jest nieobliczalnym rywalem, który jak przekonałyśmy się w
zeszłym roku, potrafi sprawić niespodziankę w Pucharze. Niestety
prawdopodobnie wycofamy się z Pucharów ze względu na terminarz meczów
i sytuację w tabeli. Oczywistym priorytetem jest utrzymanie się w
lidze. Nie możemy sobie pozwolić na jakiekolwiek kontuzje. Mecz ze
Szczecinem obnażył wiele naszych słabych stron, a szczególnie brak
liderki, jaką jest Asia Dworaczyk.
Jak godzisz treningi i grę w ekstraklasie z pracą nauczyciela
wychowania fizycznego? Masz jeszcze jakiś wolny czas dla siebie i
rodziny?
Na dzień dzisiejszy nie mam zbyt wiele wolnego czasu, jednak świadoma
byłam ogromu pracy, jakiego się podjęłam i nie mogę narzekać.
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że bardzo lubię to, co robię:
pracę w szkole i treningi. Niestety zaniedbuję trochę moich chłopców:
syna i męża, z tego powodu mam trochę dylematów. Może to dziwnie
zabrzmi, ale to mój mąż jest głównym motorem napędowym do pracy.
Bardzo chce, żebym trenowała, motywuje mnie i pomaga. Niestety, mimo
iż łączę czasowo obowiązki nauczycielki, wychowawczyni, zawodniczki,
żony i mamy nie zawsze jestem wystarczająco „wydajna” na treningach,
czy meczach. Bardzo tego nie lubię, bo chciałabym być profesjonalistką
w tym, co robię, a zdarza mi się niektóre obowiązki wykonywać na „pół
gwizdka”. W I lidze były całkiem inne obciążenia treningowe i było mi
zdecydowanie łatwiej. Teraz często z pracy idę na trening. Sama
indywidualnie robię siłownię i bieganie w rannych godzinach.
Wielokrotnie muszę opuścić trening ze względu na radę pedagogiczną,
czy zebranie z rodzicami. Cieszę się, że dyrekcja szkoły idzie mi
bardzo na rękę i mam na przykład wolne piątki. Największą podporą dla
mnie są moi faceci: Oskarek i Sebastian. To oni potrafią rozładować
każdą sytuację, pocieszyć po przegranym meczu, zmotywować do pracy.
Brak wolnego czasu rekompensujemy sobie niedzielnymi wypadami nad
morze i domowym obiadem, robionym razem z Oskarem – najlepszym
kucharzem wśród pięciolatków (serwuje ziemniaki zamiast z solą to z
cukrem, twierdząc: „Mamo to białe i to białe, to żadna pomyłka”).
Czy jesteś zadowolona ze swojej obecnej formy?
Jestem bardzo krytyczna w stosunku do swojej osoby. Gram bardzo
nierówno. Moje wahania formy związane są po części z natłokiem zajęć i
obowiązków. Wiem, że nie jestem tak efektywna, jakbym mogła. Nie
jestem też mocna psychicznie i zdarza mi się „spalać” po kilku
nieudanych akcjach. Często jednak mimo dobrej formy nie jestem
maksymalnie wykorzystana na swojej pozycji. Moją bolączką jest brak
gry jeden na jeden, ostatnio też szwankuje wyjście do kontry, choć nie
brakuje mi szybkości.
Jak odreagowujesz jednobramkowe porażki, które chyba są najgorszym
możliwym wynikiem?
Zdarzyło mi się kilkakrotnie nie spać w nocy. Analizuję całe
spotkanie, rozkładam na czynniki pierwsze. Oglądam mecze na video,
czasem z uczniami w szkole. Najbardziej bolała i trochę rozbiła nas
porażka z Łącznościowcem i Elblągiem, kiedy to po wcześniejszych dwóch
przegranych jedną bramką nie potrafiłyśmy wyciągnąć wniosków i tak
samo głupio przegrywałyśmy końcówkę.
A jakie panują obecnie relacje pomiędzy zawodniczkami? Wyczuwasz
jakąś konkurencję między zawodniczkami z tej samej pozycji?
W zespole panuje zdrowa relacja, dobrą profesjonalną robotę robią
starsze dziewczyny: Asia, Sylwia, Iwona. Dopingują nas do pracy,
poprawiają błędy. Z uwagi na małą liczbę rozgrywających brak tu
jakiejś konkurencji. Zdrowa rywalizacja panuje na pozycji skrzydeł,
gdyż jest nas aż sześć. Lubię rywalizację, walka o pozycję dopinguje
do pracy.
Jak sądzisz, na jakim miejscu AZS zakończy rywalizację w
ekstraklasie?
Najwyższą pozycją, jaka na dzień dzisiejszy jest w naszym zasięgu,
jest dziewiąta lokata i ta by nas satysfakcjonowała. Ważne są
najbliższe dwa mecze, które przybliżą nas do utrzymania się w lidze, a
to nasz główny cel.
A jak myślisz, która drużyna zdobędzie tytuł Mistrza Polski?
Moim zdaniem o tytuł MP. walczyć będą trzy zespoły: SPR, Elbląg i
broniąca tytułu Nata. W fazie play-off tych spotkań jest więcej i o
końcowym rezultacie decydować będą takie czynniki, jak: stabilność,
szybka regeneracja, szeroka ławka rezerwowych, dobra atmosfera i brak
kontuzji. Sercem jestem za zwycięstwem dziewcząt z Gdańska. Mam
ogromny sentyment do miasta, w którym studiowałam i miałam zaszczyt
grać dwa sezony.
Na koniec tylko zapytam, czego można życzyć AZSowi w tej chwili?
Przede wszystkim zdrowia i braku kontuzji. Szybkiego powrotu do gry
Asi Dworaczyk, bo jej pozycja w zespole jest nieoceniona. Chciałabym
życzyć nam utrzymania dobrej atmosfery, pełnego zmobilizowania,
poprawienia paru elementów w grze. Wszystko to pozwoli nam wygrać
najbliższe spotkania, a w rozrachunku końcowym utrzymać się w elicie
najlepszych zespołów w Polsce.
Dziękuje za rozmowę i oczywiście życzę, aby wszystkie te plany się
spełniły.
Również dziękuję. |
| |
|
|